30.12.2015 - straszny był ten dzień wczorajszy. Jedynie wieczór był o tyle lepszy od innych, że do północy przegadałem z kolegą M. Pozostałych pięciu spało, a my rozmawialiśmy o naszym uzależnieniu, o stratach i pomysłach, by ich unikać. Później zachciało mi się spać, lecz gdy zostałem sam, to powróciły myśli. O całej tej beznadziei, lęku i tym, co mnie czeka.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą detoks. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą detoks. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 11 stycznia 2016
Detoks - 29 grudnia...
Ta noc nie była już tak miła. Do najgorszych jednak nie należała i nieco pospałem. Brakuje mi tu telefonu, bo ani zegarka gdy się przebudzę, ani budzika, by nie zaspać. Nic to, jeszcze tylko jedna, maks dwie noce.
Mam nadzieję, że ujrzę wreszcie Mą Panią. To już dziesięć dni i bardzo się stęskniłem. Byle do 9-tej, gdy przyjdzie terapeuta uzależnień.
Mam nadzieję, że ujrzę wreszcie Mą Panią. To już dziesięć dni i bardzo się stęskniłem. Byle do 9-tej, gdy przyjdzie terapeuta uzależnień.
niedziela, 10 stycznia 2016
Detoks - 28 grudnia...
Poczułem zmęczenie, znużenie wczoraj po 21-ej i postanowiłem wskoczyć w łóżko. Nie zasnąłem od razu, ale po około godzinie, czyli i tak sukces. Przespałem spokojnie do rana. Największy szok po przebudzeniu, to brak papierosa. Później jednak rozeszło się to trochę, tak jak i ja się rozchodziłem. Rozeszło nie znaczy oczywiście, że znikło.
Detoks - 27 grudnia...
Pospałem nawet nieźle, bo prawie pięć godzin. Siedzę sobie, kawkę piję i czekam, aż się dzienna zmiana ogarnie.
Właśnie się dowiedziałem, że skoro nie podpisałem zgody na leczenie, to na własne życzenie wypisać się nie mogę. Ale niby jak to jest, że przyjmują kogoś świeżo po epilepsji i każą mu coś podpisywać? Ja przecież nawet nie byłem świadomy, czego oni ode mnie chcą.
Dobra, tylko spokojnie...
Właśnie się dowiedziałem, że skoro nie podpisałem zgody na leczenie, to na własne życzenie wypisać się nie mogę. Ale niby jak to jest, że przyjmują kogoś świeżo po epilepsji i każą mu coś podpisywać? Ja przecież nawet nie byłem świadomy, czego oni ode mnie chcą.
Dobra, tylko spokojnie...
sobota, 9 stycznia 2016
Detoks - 26 grudnia...
Już myślałem, że dzień dzisiejszy rozpocznę minutę po północy. Zasnąć nijak nie mogłem i nie pomogły nawet dwie czerwone pastylki. Difergan bodajże, jeśli dobrze pamiętam. Najgorsze jest to uziemienie. Trzeba siedzieć na sali i patrzeć w ciemny sufit. Pomimo braku światła napisałem wiersz "prośba buntownika". Zrobiłem też kilka notatek pod wpływem rozmowy z Moją Panią, które może otworzą trochę bardziej mój mózg i nam pomogą.
Detoks - 25 grudnia...
Koszmarna noc to była. Długo nie mogłem zasnąć, a gdy to w końcu nastąpiło, dopadły mnie posrane sny. Kilka razy przymusowo się budziłem. Chyba mój mózg już tego nie wytrzymywał i tym sposobem się bronił.
JAK TRWOGA, TO DO BOGA
Kiedyś stosowałem tę zasadę i... nijak nie działało. Bo niby z jakiej racji? To jak do przyjaciół tylko, gdy ma się problem. Takim zachowaniem ciężko uczynić z kogoś przyjaciela. Raczej śmietnik dla własnych brudów.
JAK TRWOGA, TO DO BOGA
Kiedyś stosowałem tę zasadę i... nijak nie działało. Bo niby z jakiej racji? To jak do przyjaciół tylko, gdy ma się problem. Takim zachowaniem ciężko uczynić z kogoś przyjaciela. Raczej śmietnik dla własnych brudów.
piątek, 8 stycznia 2016
Wigilia na detoksie...
Dwudziestego trzeciego grudnia, pod wieczór, zacząłem powoli odzyskiwać jako takie myślenie. Zauważam to po robionych notatkach, które dopiero od dnia następnego przestały mieć formę wyrywkowo zapamiętanych strzępów:
24.12.2015 - znów nie mogłem zasnąć. Doktor zapisała mi jednak leki na tę okoliczność, wiec po północy dostałem dwie czerwone pigułki. Jeszcze chwilę dłuższą leżałem i zasnąłem. Przedtem jednak musiałem się najeść. Wchłonąłem pięć bułek z serkiem i prawie litr kefiru.
24.12.2015 - znów nie mogłem zasnąć. Doktor zapisała mi jednak leki na tę okoliczność, wiec po północy dostałem dwie czerwone pigułki. Jeszcze chwilę dłuższą leżałem i zasnąłem. Przedtem jednak musiałem się najeść. Wchłonąłem pięć bułek z serkiem i prawie litr kefiru.
Detoks - pierwsze chwile...
Pisane mniej więcej na bieżąco podczas pobytu i przerzucone poniżej niemal słowo w słowo (pomijam tu oczywiście wszelkie dane osobowe):
18.12.2015 - przyjazd na oddział. Przywiozła mnie Moja Pani w stanie bardzo złym. Niby zejście po przepiciu, ale miałem jeszcze 2 promile w wydychanym, więc mnie nie przyjęli. Wróciliśmy do domu. Do rana było już lepiej, ale zaczął ogarniać mnie lęk. Wiele lęków.
18.12.2015 - przyjazd na oddział. Przywiozła mnie Moja Pani w stanie bardzo złym. Niby zejście po przepiciu, ale miałem jeszcze 2 promile w wydychanym, więc mnie nie przyjęli. Wróciliśmy do domu. Do rana było już lepiej, ale zaczął ogarniać mnie lęk. Wiele lęków.
czwartek, 7 stycznia 2016
Oddział detoksykacji - wstęp...
Byłem do tej pory w bardzo wielu sytuacjach i miejscach. Mam na myśli takie trudne, niezbyt miłe. Wszystkie, które obecnie siedzą w mej głowie wiążą się oczywiście z piciem.
Jednymi z przywołujących złe wspomnienia były pierwsze wizyty terapeutyczne i mitingi. Oba te wydarzenia uznawałem za zbędne, a już na pewno, zbędne dla mnie. Byłem wtedy na sporym wyparciu i kompletnie ich nie rozumiałem.
Jednymi z przywołujących złe wspomnienia były pierwsze wizyty terapeutyczne i mitingi. Oba te wydarzenia uznawałem za zbędne, a już na pewno, zbędne dla mnie. Byłem wtedy na sporym wyparciu i kompletnie ich nie rozumiałem.
środa, 6 stycznia 2016
Papierosy...
Jestem silnie uzależniony od nikotyny. Dużo bardziej, niż od alkoholu. Odstawienie tego drugiego przechodziłem, z różnym skutkiem, wielokrotnie. Zdarzały się całkiem długie okresy. Odstawienie papierosów nigdy mi się nie udało. Sam z siebie nie wytrzymałem nawet jednego dnia. Z detoksu wypisałem się chyba głównie ze względu na fajki (o tym napiszę wkrótce). Gdy na niego wróciłem ponownie i zostałem bez grama tytoniu, mało się nie rozpadłem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)









