wtorek, 28 stycznia 2014

Dzienniczek uczuć...

Dzienniczek uczuć, to obok dzienniczka głodu jedno z "narzędzi" jakie otrzymałem na terapii. Zasada jego działania jest bardzo prosta. Przypomina on nieco pisanie pamiętnika, lecz w dużo bardziej uproszczonej formie. Polega na krótkim opisaniu najważniejszych wydarzeń dnia wraz z towarzyszącym im moim uczuciem, np.:
- uczucie, gdy sytuacja,
lub
- gdy sytuacja, to uczucie,
Ja wyrażam to w ten przykładowy sposób:
- zachwyt, gdy słuchałem śpiewu ptaków,
- złość, gdy jeden z nich zrobił kupę na mój kołnierz, itd.

Według zaleceń, każdy dzień winno się zapisać na osobnej kartce i nie zaglądać na poprzednie. Ze względów ekonomicznych zapisuję dni kolejno, jak leci, ale faktycznie nie cofam się wstecz. 
Dzienniczek należy pisać każdego dnia, a jeśli któryś się pominie, to nie wolno się cofać. Chodzi o to, by skupiać się jedynie na dziś, bo to właśnie w tym dniu obecnie żyjemy. Kolejna ważna rzecz, to spisywanie samych uczuć i sytuacji bez ich analizowania, czy oceniania. Nie należy używać takich słów jak: ponieważ, bo gdyż, zawsze, wszędzie, nikt, czy nigdy. Każde z uczuć ma być moje, dotyczyć sytuacji, w której ja się znalazłem. Można zatem użyć formy:
- byłem zachwycony, gdy słuchałem śpiewu ptaków,
- odczułem złość, gdy jeden z nich zrobił kupę na mój kołnierz, itd.

W przypadku użycia form typu: my, myśmy, robiło się, czuło się, czy człowiek czuł, to nie będzie już o mnie! Ja alkoholik w większości sytuacji używałem formy "człowiek". Miast mówić "upiłem się i zrobiłem...", stosowałem formę "człowiek się upił i zrobił". Dlaczego to jest złe? Opiszę wkrótce.

Wracając do dzienniczka, zacząłem go prowadzić od pierwszego dnia, gdy się z nim zapoznałem i czynię to do dnia dzisiejszego. Zgodnie z powyższymi zaleceniami oczywiście. Tylko wtedy ma on sens i tylko wtedy mnie coś daje. Siadam na chwilę wieczorem i piszę kilka najważniejszych uczyć, jakie przychodzą mnie do głowy. Niekiedy jest ich osiem, niekiedy tylko dwa. Nigdy nie szukam ich na siłę, nie ma bowiem wymaganej ilości. Jeśli np.:
- czułem wściekłość, gdy tylko otwarłem oczy

i nic więcej nie pamiętam, to pozostawiam to jedno uczucie. Widocznie było ono dominujące. Najczęściej jednak jest tego ciut więcej. Tym samym pamiętam doskonale, że rano czułem wspomnianą wściekłość, lecz później przewinęło się kilka innych wrażeń. Z perspektywy czasu, dnia dzisiejszego owo negatywne uczucie było chwilowe i zostało szybko stłumione przez inne. Niejednokrotnie stwierdzam wieczorem, że niektóre uczucia były naprawdę krótkotrwałe i chyba mało istotne. Skoro je jednak pamiętam, to notuję.

Co mnie to daje? Często widzę, że coś, co miało miejsce, już po chwili wcale nie było tak ważne. Warto zatem przeczekać, bo nic nie trwa wiecznie (bardzo podobnie jak w stosowanym przeze mnie programie 24 godziny). Ponadto na koniec dnia mogę rzucić okiem na ilość negatywów i pozytywów. Nie skupiam się na nich zbytnio, bo nie mam już na nie wpływu, lecz przynosi mnie to jakąś ulgę. Podobnie jak ulgę od dawien dawna przynosi mnie pisanie (ten temat również rozwinę). Pomimo, że nie analizuję, to niekiedy sam z siebie nasuwa się jakiś pożyteczny wniosek na przyszłość.

Alkoholizm jest chorobą uczuć, zatem w trzeźwieniu poznawanie własnych uczuć jest bardzo ważne. Zaczynając od poznania można nauczyć się o nich myśleć, a nawet mówić. To pomaga.


texte et photo par Raphaël

2 komentarze:

  1. Bardzo to ciekawe, co piszesz. Często łapię się na tym, że mówię o swoich uczuciach w trzeciej osobie. Nie wiem dlaczego, ostrożność taka? Żeby można się było wycofać? W razie czego to nie ja? Niecierpliwie czekam na Twoje wyjaśnienie, dlaczego to jest złe...
    I dlaczego, spisując swoje uczucia nie należy ich analizować???

    OdpowiedzUsuń

Oferta