czwartek, 6 lutego 2014

Dzienniczek głodu alkoholowego...

Dzienniczek głodu alkoholowego, to drugi codzienny "pamiętnik" jaki otrzymałem na terapii i stosuję do dziś. Ma on formę tabelki, w której ujętych jest dwadzieścia jeden niepożądanych odczuć, jakie mogą mnie się przydarzyć każdego dnia. Całość wygląda jak na poniższej fotografii.
Narzędzie to stosuję podobnie jak dzienniczek uczuć, czyli siadam na chwilę wieczorem i zaznaczam plusem to, co mnie akurat w ciągu dnia dopadło. Dzięki temu łatwo mogę się zorientować, co mnie w danej chwili doskwiera. Nie analizuję przy tym dni poprzednich, niekiedy jedynie zerknę na dół tabeli, na podsumowanie. W przypadku gorszych dni mam wtedy obraz tego, kiedy ostatnio czułem się podobnie, miałem zbliżoną ilość objawów. Wspomniane podsumowanie robię dnia następnego, gdyż zdarzało mnie się, że jeszcze przed zaśnięciem któryś z punktów wskoczył na plus. 

Miałem na przykład taką sytuację, że po jednej rozmowie telefonicznej doszły mnie dodatkowe objawy. Prowadzenie tego dzienniczka ułatwiło zinterpretowanie konkretnej sytuacji. Dało mnie obraz tego, co się ze mną stało w ciągu kilku jedynie minut. Bywa, że jedna sytuacja może nagle zwiększyć głód. Nie jest to oczywiście równoznaczne z katastrofą, jaką jest zapicie. Uczę się natomiast trzeźwego myślenia, unikania sytuacji ryzykownych, czy nie poddawania się nagłym emocjom. Na tym to chyba głównie polega, bym nie postępował zbyt impulsywnie. Szczerze powiedziawszy miewam z tym problemy. 

Dla mnie, alkoholika, każdy nagły bodziec, zmiana, skok napięcia może być iskrą w zapalniku. Jedna rozmowa, sytuacja lub coś, co usłyszę może spowodować wzrost napięcia, a tym samym chęci napicia się. Może brzmi to dość wymownie, lecz w rzeczywistości tragedii nie ma. Tragedię tak naprawdę mogę sprowadzić tylko ja sam na siebie. Dzienniczek głodu pomaga mnie uczyć się, jak postępować. Przede wszystkim, by nie działać pochopnie. Kiedyś, gdy miałem ochotę się napić, to wszelkie sytuacje prowadziły do tego, że to robiłem. Bodźców są tysiące, tak negatywnych, jak i pozytywnych. Jeśli ktoś ma ochotę na alkohol, to bardzo łatwo znajdzie powód, dla którego warto się napić. Ja tak miałem przez lata. Każdy z poniższych punktów tabeli, jest doskonałą okolicznością łagodzącą dla mego postępowania.

1.  Silna potrzeba wypicia z tendencją do natychmiastowego zrealizowania.
2.  Uczucie ssania w żołądku.
3.  Uczucie braku czegoś.
4.  Sny alkoholowe.
5.  Suchy kac.
6.  Smak, zapach alkoholu, gdy go nie ma.
7.  Uczucie stałego napięcia, rozżalenie.
8.  Pogorszenie pamięci, koncentracji.
9.  Trudności w abstrakcyjnym myśleniu.
10. Natrętne myśli o alkoholu.
11. Przypominanie sobie przyjemnego stanu, jaki pojawia sie po spożyciu alkoholu.
12. Apatia, zobojętnienie.
13. Ból.
14. Zwiększona liczba konfliktów.
15. Nadpobudliwość.
16. Zwątpienie w wartość trzeźwego życia.
17. Zaburzenie snu.
18. Skoki napięcia.
19. Rozpamiętywanie rozżalenia.
20. Powątpiewanie w terapię.
21. Skupienie się na innych.

Nie chodzi jednak o to, bym usprawiedliwiał to że piję, tylko bym temu zapobiegał. Powyższe "oczko" to tak naprawdę jedynie kropla w morzu, bo jako alkoholik jestem w stanie znaleźć tysiąc takich sytuacji, które mogą skusić mnie do sięgnięcia po kieliszek. Nie trzeba wcale zapijać żalu lub niepowodzenia. Równie dobrze można się napić z radości, coś uczcić, czy odkręcić butelkę z nudów. To jednak żadna sztuka. Sztuką jest przetrwać na trzeźwo.
texte et photo par Raphaël

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz