piątek, 7 lutego 2014

Ja, alkoholik...

Przed wypowiedzią na mitingu AA lub na terapii z zasady należy się przedstawić. Chodzi tylko o imię i rodzaj uzależnienia, lecz już to pokazuje, jak osoba mówiąca postrzega samego siebie. Pamiętam, jak czas jakiś temu byłem na kilku mitingach. Wtedy jeszcze traktowałem je całkiem inaczej, lecz to już temat na osobny tekst. Mówiłem wtedy na wstępie "Rafał, alkoholik..." Coś w tym złego? Teoretycznie nie, lecz już samo w sobie stanowi pewne zaprzeczenie lub co najmniej odsunięcie wypowiedzi ode mnie. Wszak Rafałów po tym świecie chodzi wielu, a alkoholików, jeszcze więcej. Forma taka od samego początku buduje zatem pewien dystans. 
Zupełnie inaczej brzmi "mam na imię Rafał, jestem alkoholikiem". Po użyciu takiej formy nikt, z osób słuchających nie ma wątpliwości, kto będzie się teraz wypowiadał. Ponadto świadczy to o mojej świadomości, o tym, że wiem kim jestem, na co choruję i z czym mam problem. Oczywiście do takich, czy innych wniosków dochodzi się samemu, co niekiedy trwa długo lub nie następuje nigdy. Poza tym użycie formy "imię, nałóg" nikogo oczywiście nie dyskwalifikuje. Z drugiej jednak strony, mnie osobiście ułatwiło mówienie o sobie. Skoro mówię o sobie, mówię "ja" - to logiczne. Skoro godzę się ze swoją chorobą, z moimi problemami, moją bezsilnością itd., podkreślam to w pierwszej osobie.

Wiele wypowiedzi dotyczących sytuacji, jakie słyszałem na terapii dotyczyło jakby kogoś innego niż mówca. Nie ukrywam, że sam też tak początkowo mówiłem, a słowa "ja" uczę się do dziś. Jedna z zasad pracy w grupie terapeutycznej, a konkretnie pkt. 6, brzmi: "używanie słowa "ja", a nie uogólnienie". Przykładowo, w zwrocie "człowiek szedł pijany, wywrócił się i rozbił głowę" nie wiadomo tak naprawdę o kogo chodzi. Człowieków są miliony, pijanych mniej, lecz się zdarzają, a wywrotka, to rzecz ludzka i może się skończyć jakimś uszkodzeniem. I co? Jakaś taka błaha ta sytuacja się staje. W taki właśnie sposób jako alkoholik łagodzę podświadomie swoje cierpienie związane z negatywnym przeżyciem i bagatelizuję problem, czyli robię to, co potrafię doskonale. Zaprzeczam rzeczywistości odsuwając od siebie kolejny problem.

Obecnie zwracam uwagę, by mówić "szedłem pijany przez co się wywróciłem i rozbiłem głowę". W tym przypadku nie ma żadnych wątpliwości kto i dlaczego miast czapki nosi bandaż. Nie wiem, Szanowni Telewidzowie, jak wygląda to u Was, lecz ja miałem z tym spory problem. Powoli się go pozbywam, lecz proste to nie jest. W kontaktach z drugim alkoholikiem wyrażam się łatwiej, bo każdy z nas miał podobne, jeśli nie identyczne przeżycia. W kontaktach z osobami, które uzależnione nie są, sprawa się komplikuje. Nawet pisząc to teraz, nie mam jeszcze pełnej swobody, bo przeca nie wiem, kto i kiedy będzie to czytał. 

Tak czy inaczej "ja" jest bardzo ważne, bo określa moją osobę i związane ze mną problemy. A propos problemów. Ciekawe, że jak zrobię, lub spotyka mnie coś dobrego, to nigdy nie chwalę się słowami "człowiek zajął miejsce na podium i został odznaczony"...
texte par Raphaël, photo: amie

4 komentarze: