piątek, 31 stycznia 2014

Trzeźwienie to szarość...

Trzeźwienie to szarość - takich słów użył kiedyś mój terapeuta i faktycznie miał rację. Jeśli komuś się wydaje, że wystarczy nie pić, by pozostawać w trzeźwości to jest w błędzie. Proces ten, o ile ma być skuteczny wymaga ciężkiej pracy. Nie chcę przecież być trzeźwym i tyle. Chcę normalnie żyć, cieszyć się z tego, czerpać. Samo niepicie przerabia alkoholika jedynie w suchego alkoholika. Trzeźwiejący alkoholik, nim zacznie dostrzegać piękno musi chyba pokonać piekło... szarości.
Przekonuję się o tym co jakiś czas na własnej skórze. Szczególnie uciążliwe są momenty, gdy nasila się we mnie nadmiar różnych emocji. Nie dalej jak wczoraj dopadło mnie coś takiego. Najgorsze było, gdy odczułem silną potrzebę napicia się i chęć jej natychmiastowej realizacji (punkt pierwszy z dzienniczka głodu). Wcześniej i później również miałem wiele dziwnych odczuć, chwilami pragnień. Całkiem skrajnych momentami. W ciągu jednego dnia przeżyłem: radość, smutek, złość, podniecenie seksualne, falę agresji, nagły spokój, zobojętnienie, pragnienie szaleństwa, euforię, zmęczenie i kilka innych.

Najdziwniejsze jest to, że żadne z tych uczuć nie wynikało w logiczny sposób z czegoś. Na pewno ich intensywność nie była też w żaden sposób proporcjonalna do tego, co działo się wokół. To coś jakby ataki, których nie chciałbym mieć, bo wymagają sporo pracy, by je opanować. Nie jest przecież niczym normalnym, by zacząć się śmiać jak wariat (choć to nieszkodliwe), rozładować na kimś nadmiar agresji, czy iść do sklepu po wódkę tylko dlatego, że nagle na jednej z fal emocji pojawiła się taka ochota.

Skupię się na jednym - chęci napicia. Pierwsze co zrobiłem, to zadałem sobie pytanie "co by mnie to dało?". W danej chwili być może coś, jakąś radość, ulgę, po prostu chwilową zmianę nastroju. W dalszej perspektywie nie zyskał bym nic, a nawet wiele stracił. Przykładowo, ten cały czas abstynencji, którego wprawdzie nie zliczam zbyt dokładnie, ale jednak jestem zeń w jakimś stopniu dumny. Szansę na powolne (bardzo powolne) odbudowywanie zaufania wśród ludzi, satysfakcję z tego, że daję radę i wiele innych mniejszych lub większych radości, jakie daje mnie trzeźwość. Poza tym, co chyba najważniejsze, pamiętam, że zaakceptowałem krok pierwszy z dwunastu, który mówi, że jestem bezsilny wobec alkoholu i przestałem kierować swoim życiem. Faktycznie w sytuacji, gdy byłem pod wpływem robiłem wiele złego. Na chwilę obecną nie mam pojęcia do czego jeszcze byłbym w stanie się posunąć.

O moim wczorajszym stanie pogadałem oczywiście z terapeutką. Stwierdziła ona, że mam silny objaw nawrotu i że bardzo to zastanawiające. Zgadzam się. Tak czy inaczej, jakoś minęło. Prócz niej, wygadałem się również na mitingu, a wieczorem dość szybko zasnąłem, bo dzień był bardzo intensywny. Dziś na szczęście jest nowy. Skłamałbym pisząc, że dobry. Jest inny, a różne uczucia mniej się we mnie gotują. Skoro wszystko przemija, to i one również przeminą, przynajmniej na czas jakiś...
texte et photo par Raphaël

7 komentarzy:

  1. napisałam komentarz - ale się nie pokazał... szkoda, bo fajny był...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic nie zauważyłem niestety.

      Usuń
    2. Nie da się go powtórzyć?

      Usuń
    3. Dokładnie wiem, o czym piszesz... 7,5 roku w całkowitej trzeźwości... nie chodze na mitingi i spotkania bo mnie to od początku wkurzało - ale wiem, że niektórym to pomaga... ja raczej nie jestem gadatliwa... Zrobiłam to, bo moje ciało przestało mnie słuchać, mój rozum wrzeszczał na mnie a moje serce wyło codziennie do Boga o ratunek... i uratował mnie:) a ja bardzo chciałam żyć - dla moich czterech szczęść, które bardzo mnie potrzebowały.
      Dlatego trzymaj sie Rafale, bo ciężka i długa droga przed Tobą

      Usuń
    4. Dzięki za te słowa. Doskonale rozumiem wymienione przez Ciebie odczucia. Wiem też, że droga łatwa nie jest. Póki co jest OK i wiele dobrych momentów. Wiele promyków do mnie dociera, a one dają siłę.

      Usuń
  2. Życzę Ci tej siły ;D po coś w końcu na tym świecie żyjemy... Ktoś ma wobec nas jakieś plany tylko my ich jeszcze nie znamy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś, coś - w sumie nic. Zasadniczo to jednak nieistotne. Grunt, ze wiem czego chcę, a czego nie. Jak zwał tak zwał. Każdy wierzy w co chce i stosuje co chce. Grunt, by pomagało.

      Usuń