wtorek, 21 stycznia 2014

Program HALT...

W procesie mojego trzeźwienia występują cztery największe zagrożenia. Są one opisane w niezwykle krótkim, wręcz banalnym programie HALT:

- nigdy nie bądź zbyt głodny                H    (hungry)
- nigdy nie bądź zbyt rozzłoszczony      A    (angry)
- nigdy nie bądź zbyt samotny             L    (lonely)
- nigdy nie bądź zbyt zmęczony T    (tired)


Każdy z tych stanów może mnie tak otumanić, że stracę z oczu mój prawdziwy cel. Wkrótce zacznę pogrążać się w rozczulaniu nad sobą, a stąd blisko do kieliszka. Jeśli zreflektuję się w odpowiednim momencie i zacznę postępować zgodnie z radami doświadczonych poprzedników, to mogę uniknąć powrotu do picia. Dlatego pamiętam o programie i staram się go zawsze stosować.

Co to oznacza w praktyce?

Staram się unikać pustego żołądka. W takich sytuacjach zjadam coś, co mam akurat pod ręką lub piję sporo wody. Z jedzeniem oczywiście bywa różnie ale woda jest w większości przypadków ogólnie dostępna. Nawet jeśli jest to kran w WC, to i tak stanowi on lepsze rozwiązanie niż alkohol.

Staram się unikać sytuacji nadmiernie stresujących. Wiem, że nie jestem w stanie żyć w idealnym świecie, bez nerwów, lecz mogę minimalizować ryzyko. Jeśli rozmowa zaczyna mnie denerwować, to staram się ją zakończyć. Jeśli towarzystwo mnie nie odpowiada, to go unikam. Jeśli nie mogę czegoś uniknąć, to przynajmniej staram się na wszystko patrzeć z innego punktu widzenia. Przede wszystkim nie nakręcać się. Przyznam szczerze, że ten punkt sprawia mnie najwięcej problemów.

Staram się unikać samotności. Niestety nie zawsze mam możliwość, by pójść na miting, gdy akurat tego potrzebuję. Niemal zawsze mogę jednak z kimś porozmawiać (niekoniecznie o alkoholizmie). Jeśli nie mam możliwości na żywo, to z pomocą przychodzi telefon, a w ostateczności internet. W sytuacjach szczególnie ciężkich najbardziej pomocna okazuje się oczywiście rozmowa z drugim alkoholikiem, lecz często inne tematy w skuteczny sposób odwracają mą uwagę od zagrożenia. Pozwalają o nim zapomnieć. 

Staram się unikać zmęczenia. Ponoć jest to szczególnie ważne w początkowej fazie trzeźwienia, dlatego gdy tylko mam taką możliwość, to unikam przemęczenia i nadmiernej senności. Gdy chce mnie się spać, to nie interesuje mnie wczesna godzina wieczorna. Kładę się i zasypiam. Gdy męczy mnie jakaś czynność, to unikam wykonywania jej na siłę. Staram się dać sobie czas na przerwę, odpoczynek, nie podejmować karkołomnych wyczynów. Zdaję sobie sprawę z tego, że nieraz mogłem więcej ale pamiętam, że bardzo często byłem wtedy pod wpływem alkoholowego znieczulenia.

Jedno jest pewne. Cudów nie ma i nie można ich od siebie wymagać. Tym bardziej nie mogę ich wymagać od otoczenia. Tak czy inaczej, mając odrobinę świadomości staram się minimalizować ryzyko. Każdy, nawet niewielki krok w kierunku trzeźwości uważam za swój wielki sukces i to niezależnie od tego, co myślą o tym inni. To jest przeca moja droga i tak naprawdę tylko ja widzę, jak bardzo jest ona wyboista.


texte par Raphaël

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz