sobota, 9 sierpnia 2014

Trzeźwienie a ludzie i zmiany w ich postrzeganiu...

"Co mnie cieszy w mej trzeźwości" - taki temat między innymi pojawił się na ostatnim mitingu. Temat rzeka jak nietrudno się domyślić, dlatego postanowiłem skupić się na jednym fakcie, czyli na moim postrzeganiu otaczających mnie ludzi. Kiedyś, gdy piłem było to generalnie proste. Około 90 procent uważałem w skrócie za debili*, a tych których nie uważałem, uznawałem niekiedy za takowych okresowo. W zależności od potrzeb oczywiście.
Jak nietrudno się domyślić z listy osób, z którymi warto rozmawiać, byli skreślani kolejno wszyscy, którzy mieli cokolwiek do powiedzenia w kwestii mego picia. Nie oznacza to, że pijący byli OK, bo taki to tylko ja byłem. Pępek świata w swym pijackim amoku. Chwała należała się jedynie tym, którzy nie wchodzili mnie w drogę, nie wdawali się w sprzeczne dyskusje, nie próbowali mnie niczego pokazać, ni udowodnić. Wtedy miałem o nich jako takie zdanie. Przynajmniej w danym momencie...

W piciu nie miałem zbyt wielu bliskich osób, a zważywszy fakt, że przeważnie piłem sam, to również inni pijący nie byli mnie potrzebni. Zasadniczo jak się dobrze rozkręcałem, to nikt wokół istnieć nie musiał, a jeśli chciał zaistnieć, to stawał się wrogiem. Często postrzegałem ludzi jako wredne postaci, które chcą mnie flaszki pozbawić. Może nawet całej mej zabawy z procentami w roli głównej? Banda debili.

Mój obecny stan powoduje powoli coś, czego raczej nie znałem. Zaczynam dostrzegać w ludziach ludzi. Uczę się widzieć ich osobowość i uczucia oraz rozumieć ich zachowania. Rozumieć, a nie patrzeć na nie jedynie przez pryzmat przydatności lub nie. Oczywiście nie wszystko i nie każdego mam szansę zrozumieć, lecz w chwili obecnej staram się przynajmniej nie oceniać, a tym bardziej, nie nadto krytycznie. Kiedyś nie rozumiejąc zaliczałem do grona debili, olewałem i szedłem dalej. 

Zdaję sobie sprawę z tego, że nie można pokochać całego świata, ale przynajmniej można postarać się zmienić swoje doń podejście. Nie uniknę wrogów i ciągle może pojawić się ktoś "do odstrzału", jednak teraz potrzebny jest rzadki i mocno uzasadniony powód. Powoli zatracam łatwość negowania i to mnie właśnie raduje.

Skoro alkoholizm jest chorobą uczuć, to trzeźwienie nauką o nich. Przede wszystkim chodzi o rozpoznawanie własnych i odpowiednią ich interpretację. Również interpretację uczuć wobec ludzi, dzięki czemu można eliminować spojrzenie typowo negatywne, a tym samym krzywdzące. Ciągle uczę się nowych rzeczy i droga przede mną dłuższa niż się zdaje. Pewnie nawet nigdy nie dotrę do celu, ale nie to jest najważniejsze. Grunt, że kierunek obieram poprawny i to mnie właśnie cieszy w trzeźwieniu...

* Nie jestem pewien, czy słowo "debil" dobrałem prawidłowo i czy obrazuje ono to, co mam na myśli. Zastosowałem je jako synonim określenia negatywnego i oczywiście obraźliwego.
texte par Raphaël, photo: l'internet

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz